Jeżeli kiedykolwiek znajdziesz się w Taksim, możesz zjeść "burgera" w McDonalds albo Burger King, a później wypić kawę w Starbucksie... Możesz też wejść w jedną z uliczek odchodzących od wieży Galata, żeby spróbować bardzo dobrych, w większości wegetariańskich i wegańskich mezze za bezcen w Galata Kitchen, a później odpocząć w Mandabatmaz - kawiarence mieszczącej się na jednej z bocznych uliczek odchodzących od Istiklal, gdzie starszy Pan z uśmiechem na twarzy zaserwuje Ci najlepszą çay w okolicy. If you ever come to Taksim, you can grab a "burger" at McDonalds or Burger Kind and then have a coffee in Starbucks... You may also entrance one of the little street around Galata Tower and get very tasty, prizeless, meanly vegetarian and vegan mezzes in Galata Kitchen and then rest in Mandabatmaz - little cafe located on an alley outgoing from Istiklal, where elder gentleman always with the smile on his face will serve you the best çay you can get in whole area.
Skończył się Bayram, mam tydzień wakacji, a poza tym rytualne zabijanie jest nie dla mnie, więc nie będę o tym pisać (Wikipedia stoi otworem dla tych, którzy nie wiedzą co to jest). Obecna sytuacja polityczna i fala protestów w Stambule nie pozwala pozostać obojętnym, ale wszystko znajdziecie na portalach informacyjnych, a ja nie czuję się kompetentny, żeby to komentować. W Stambule wiemy po prostu gdzie i o której nie chodzić. Poza tym udało mi się znaleźć miejsce i ludzi, którzy pozwalają mi być ponad złem tego świata. Komşu Kafe Collective to niekomercyjna działalność ludzi, którzy chcą stworzyć alternatywę dla wszechobecnych kapitalistycznych kawiarni i restauracji. Niewielka, ale klimatyczna kawiarnia, w której każdy może poczuć się jak w domu. Cudowni ludzie, którzy codziennie przygotowują wegetariański i wegański lunch, a raz/dwa razy w tygodniu tematyczną kolację. Mile widziana samoobsługa i wolontariacka pomoc w kuchni. Cena nie gra roli! Płaci się według uznania i możliwości. Afiyet Olsun! Bayram's finished, I have a week of holiday and moreover ritual killing's not for me, so I will nor write about that (Wikipedia stays open for those who don't know what's Bayram). Current political situation and a wave of protests in Istanbul doesn't let to be indifferent, but you may find everything in news and I don't feel competent to comment it. In Istanbul we just know what time and where not to go. I found a place and people that let me be above the evil of this world. Komşu Kafe Collective is an uncommercial activity of people that want to create an alternative place to ubiquitous capitalist coffee shops and restaurants, but cosy cafe, where everyone can feel like home. Wonderful people that everyday prepare a vegetarian and vegan lunch and once ro twice a week dedicate on evening to show a cuisine of choice. It's nice if you can help yourself by self-service and voluntary help in the kitchen. Price's the less important. Pay what you want and what you can afford. Afiyet Olsun!
Pierwsze dni mojego pobytu w Stambule znalezienie dobrego, wegetariańśkiego jedzenia stanowiło dla mnie spore wyzwanie. Dookoła mnóstwo Dürüm Kebap, balık ekmek (burgerów rybnych) i wielu innych rodzajów przyrządzanych na różne sposoby mięs, ryb i owoców morza (swoją drogą bardzo aromatycznych i wręcz zachęcających do spróbowania). Choć przed przyjazdem opanowałem słówka takie jak „etsiz” (bezmięsne), „balıksiz” (bez ryby), „vejetaryen” (wegetariańskie), jedyną rzęczą jaką potrafiłem na początku zamówić były gözleme i baklawa…
Na szczęście, jest coraz lepiej, przyzwyczajam się do języka i uczę się, jakie rzeczy mogę zamawiać. Turecka kuchnia jest bowiem bardzo bogata w wegetariańskie potrawy, trzeba tylko wiedzieć czego szukać. Kumpir to taka eksluzywna wersja poznańskiej pyry z gzikiem (ziemniaka z twarogiem). Można go zamówić z szeregiem najróżniejszych dodatków- od sera żółtego i masła zaczynając, przez sałatkę warzywną, buraki, kukurydzę, kuskus, po ketchup i majonez. Wybiera się zdecydowanie więcej niż jeden dodatek, zaznaczając swój wybór na podawanej kelnerowi. Pycha!
Jednak to, co skradło moje serce i mam na nie ochotę codziennie, to lody z koziego mleka. Serwowane w gałkach, ale też do nabycia w zwykłym sklepie spożywczym (często z pistacjami). To połączenie dwóch najlepszych smaków na świecie - koziego mleka i cukru - które każdy musi kiedyś spróbować!
During my first days in Istanbul, it was a kind of challenge for me to find good and vegetarian food. A lot of Dürüm Kebap, balık ekmek (fish-burgers) and many other kinds of meats, fishes and seafoods prepared in different ways (by the way really smelling so good that you want to try them all) are all around here. Although before my arrival I’ve learned words such as „etsiz” (without meat), „balıksiz” (without fish), „vejetaryen" (vegetarian), the only thing I knew and was able to order were gözleme and baklava… Fortunately, it gets better, I get use to a language and learn what kind of food can I get here. Turkish cuisine is thou fool of vegetarian dishes, you just need to know what to look for.
Kumpir is a baked potato served with addition of cheese, butter, Russian salad, beet-roots, corn, couscous, ketchup, mayonnaise etc. You chose definitely more then on addition, marking it on a little list that you pass to a waiter. Yummy! However, what stole my heart and I feel like eating them each day, are made of goat milk ice-creams. You can get them in scoops or in an ordinary shop with food here (often with pistachios). It’s a connection of two the best flavors over the world - a goat milk and sugar - that everyone needs to try one day!
Nareszcie nadeszła chwila na przyjrzenie się temu, z czego w Europie Turcy są najlepiej znani, czyli turecki bazar. Stragany z warzywami i owocami zachwycają paletą barw. Czy to na ulicy w centrum Kadıköy, czy na Salı Pazarı (wtorkowym ryneczku), który odwiedziłem wczoraj od samego rana. Nie zabraknie też „oryginalnych podróbek” markowej odzieży, perfum i akcesoriów, których tutaj nie wszyscy wstydzą się nosić. Nie zabraknie sprzedawców, którzy nieustannie nawołują, reklamując swoje produkty i najróżniejszymi sposobami zachęcają do zakupu (nawet wchodząc na stragan i prezentując parasolki).
Finally there’s a moment to look at what Turks are the best known for in Europe - turkish market. Stalls with fruits, vegetables and spices entrance with their colors. No matter if it’s a street or Salı Pazarı (Tuesday Market), which I visited yesterday morning. Beauty! There will also be many of „original fakes” of branded clothes, perfumes and accessories, that not everyone’s ashamed to wear here. There will be mongers, that constantly exhort, advertising and encouraging clients to purchase their products (even climbing on the still and proudly presenting umbrellas).
Nieco smutniejsze kulisy bazaru… Setki niszczonych, plastikowych skrzynek, które z pewnością nie będą odzyskane. To smutne, kiedy człowiek coraz bardziej uświadamia sobie, jak mała część świata jest wrażliwa na globalną potrzebę ratowania naszego środowiska.
The market’s backstage are more miserable… Hundreds of destroyed, plastic boxes, that will never be recycled. It’s sad, when man realize more an more, how little is this part of the world that stays sensitive for the global need of rescuing our environment. In Turkey ecology doesn’t exist at all.
Dzisiejszy post ma pozostały w ustach po wczorajszej nocy posmak anyżu i zwolnione tempo. O jednej z wielu opcji spędzenia weekendowej nocy w metropolii, w której mieszka ponad czternaście milionów osób. O jednej, tej chyba najbardziej klasycznej i związanej z turecką tradycją. Dzielnica: Taksim. Alkohol: Rakı.
Rakı to narodowy napój turecki - wódka o smaku anyżu. 40-50% zawartości alkoholu. Podobnie jak greckie Ouzo, czy francuski absynt podaje się ją z wodą, a po rozcieńczeniu zmienia kolor na mętny. Ale w Rakı liczy się jeszcze mezze, czyli szereg przystawek, z którymi jest podawana. Osobiście uwielbiam przekąszać, a Rakı jest od wczoraj moim ulubionym alkoholem. A do tego tradycyjna muzyka w tle... Przepiękne śpiewy tureckie i/lub kurdyjskie można usłyszeć nie tylko w restauracji, popijając Rakı, ale przechadzając się po ulicy. Co najpiękniejsze, śpiewają nie tylko uliczni artyści, ale dołączają się do nich przechodni ludzie…
Today post has a taste of anise left in my mouth and a slow-motion efect after yesterday night. About one of many options of how to spend a weekend night in 14 millions inhabitants metropolis. About this the most classic one and connected to a turkish tradition (I guess).
District: Taksim. Alcohol: Rakı. Rakı is a national turkish alcoholic drink - anise-flavoured vodka. It contents 40-50% of alcohol. Similarly served as greek Ouzu or french absinth. Diluted with water changed a color into turbid. What matters in Rakı is mezze - selection of aperitifs, that it’s served with. Personally I love long small dishes eating and Rakı is since yesterday my favorite alcohol. And traditional music in addition to it in a background... Beautiful turkish and/or kurdish songs, we'll here not only in a restaurant, while drinking Rakı, but also when we just walk the street. What’s the most beautiful, not only street artist sing, but passerby's join them…
Stambuł pozbawił mnie zmysłów… Nie wiem, co o tym myśleć. Piękni, stylowi ludzie w Taksim. Nowoczesne metro i tramwaje. Apple funkcjonuje na tureckim rynku zaledwie sześć miesięcy, a nie widziałem dzisiaj tureckiego przechodnia, który używałby jakikolwiek inny telefon niż iphone. Pyszne jedzenie. Baklawa smakuje o wiele lepiej, niż w Europie. Co kawałek stragany ze świeżymi owocami. Cudowne widoki. Ruchliwy i nostalgiczny Bosfor, przepiękne świątynie i uliczki z drewnianymi domami. Ciepło. Gorąco. Zimną wodę sprzedają dzieci. Pomagają też w obsłudze biletomatu i z cwanym uśmieszkiem pytają po turecku, czy mogą wziąć lira reszty, który automat wydał. Czasami po prostu żebrzą, skulone z głodu. Obok bezdomnych psów i kotów, których jest mnóstwo. Ciężko się dogadać po angielsku. Wielkość miasta aż przytłacza. Łatwo się zgubić.
I jeszcze nocne turków rozmowy przy whisky… o życiu, dziewczynach, technologii, języku tureckim i nienawiści do prezydenta-dyktatora Erdoğana. I po raz kolejny w ciągu jednego dnia zasłyszane zdanie „To piękne miasto do odwiedzenia, nie do mieszkania”.
Za oknem właśnie słychać ezan, do którego wyją bezpańskie psy…
Istanbul made me thoughtless… I don't know what to think about it all.
Beautiful, fancy people in Taksim. Modern tube and trams. Apple exists on turkish market just 6 months and I didn’t see any Turkish passing by with other mobile then iPhone. Delicious food. Baklava tastes much better then in Europe. Every few meters fruit stands. Wonderful landscapes. Busy and nostalgic Bosporos, beautiful chapels and streets with wooden houses. Warm. Hot. Cold water is sold by children. They also help with buying ticket, asking with a sly smile if they can get a change, that automat gave you back. Sometimes they just beg, lying curled up on the street. Next to many homeless dogs and cats. It’s hard to speak English. Size of the city overwhelms. It’s easy to get lost.
And those late-night turkish chats… about life, girls, technology, turkish language and hate to president-dictator Erdoğan. And then this sentence, heard already for a next time that day „This is a beautiful city to visit, but no to live”.
Outside the window I can hear stray dogs howling to an ezan…
Dawna stolica Bizancjum jest obecnie jednym z największych miast świata, które przez swoją lokalizację na granicy dwóch kontynentów Azji i Europy, spaja ze sobą dwie różne kultury... Dwa światy, których koegzystencja wielu Europejczykom obecnie wydaje się niemożliwa. Europejskie miasto na bliskim wschodzie, czy arabska Europa? A może po prostu wzór tego, w jaki sposób powinna dziś przebiegać wymiana kulturowa…
Koniec tegorocznego lata, stanie się dla mnie początkiem pięciomiesięcznej podróży, w tym samym kierunku, w którym lecą bociany…
Dzięki nowym technologiom, zapraszam w tę podróż Was!
O ludziach, sztuce, modzie i jedzeniu Stambułu…
Merhaba!
www.bocianilot.blogspot.com
Wylot: 12 września
A capital city of Byzantine empire is nowadays one of the world’s biggest city, that thanks to its localization on a continental boarder of Asia and Europe, combines two different cultures with each other… Two worlds thats coexistence seems to be impossible for a lot of Europeans today. European city on the Middle East or an arabic Europe? And maybe just a model of how cultural exchange should look like today…
The end of this year summer means to me the beginning of 5-months travel. I decided to call it „Flight of a stork”, cause this beautiful birds, kind symbolic for Polish, fly through Turkey, when winter. So do I!
Thanks to new technologies, I invite you to join this travel!